Kuchnia błotna w Olszowicach

Kuchnia błotna
Są projekty, które długo dojrzewają. Są też takie, które po prostu się robi. Pomysł kuchni dla Franka urodził się w naszych głowach dawno temu, gdy tylko zaczął nam grzebać w szafkach. Gdy w trakcie realizacji programu „Przyrodnicze azyle w miejskich przedszkolach” trafiliśmy przypadkowo na zdjęcia „kuchni błotnych”, czyli miejsc, gdzie dzieci mogą „gotować” piaskowe i kasztanowe zupy, przesypywać, mieszać, dekorować, wylewać, przelewać i dolewać, od razu zaczęliśmy się rozglądać za odpowiednim miejscem w ogrodzie moich rodziców. Ale były to tylko plany (jedne z wielu)…

Co by tu dzisiaj zrobić…

Do pewnego poniedziałku, kiedy to wstaliśmy i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby coś zrobić. Pomysł narodził się przy śniadaniu, przy porannej kawie powstał „projekt”. Do obiadu sprzątaliśmy miejsce za garażem. Było tam mnóstwo desek, palet i kamieni. Deski chcieliśmy wykorzystać do budowy, ale z kamieniami też trzeba było coś zrobić. Wymurowaliśmy więc suchy murek, na którym później mój tata dorobił siedzisko. Popołudnie spędziliśmy na budowie. Wieczorem konstrukcja była gotowa. Następnego dnia dodawaliśmy elementy wyposażenia, kończyliśmy drobiazgi.

Najmłodsze wnuki moich rodziców (a było ich wówczas czworo, w wieku od 2 do 4) spędzali tam naprawdę długie chwile i do tej pory kuchnia błotna cieszy się sporym zainteresowaniem.

Kuchnia błotna

Kuchnia błotna

Kuchnia błotna

Jedna odpowiedź do “Kuchnia błotna w Olszowicach”